Subscribe to my mailing list!

iZombie to głupi serial

To jeden z moich ulubionych.

Naprawdę lubię iZombie. Oglądam to pewnie tak, jak większość ludzi ogląda jakiś serial jak The Office. Podoba mi się, że jest geekowski, zabawny i mroczny: rezonuje ze mną, tak jak większość rzeczy, które ktoś lubi, ma tendencję do tego. To nie jest dzieło sztuki czy coś w tym stylu, ale jest funkcjonalne i spełnia swoje zadanie. Przynajmniej mi się podoba. Możesz go znaleźć na Netflixie, jeśli się zastanawiałaś.

Kiedy wpiszesz tytuł serialu w Google, wyszukiwarka wyrzuca coś w rodzaju panelu wiedzy, cokolwiek to znaczy:

O serialu
Kiedy ambitna rezydentka medycyny Liv Moore uczestniczy w imprezie, która zamienia się w zombie ucztę, dołącza do szeregów żywych trupów. Zdeterminowana, by uchodzić za człowieka mimo swojej bladej aparycji i nowo nabytej apatii, Liv opracowuje plan, by oprzeć się pragnieniu spożywania świeżych ludzkich mózgów, podejmując pracę w biurze koronera, gdzie może potajemnie podjadać mózgi dostarczanych tam zwłok. Wkrótce odkrywając, że absorbuje wspomnienia tych, na których się żywi, znajduje nowy cel, udając medium i współpracując z detektywem, aby pomóc rozwiązać ich morderstwa.

Przyznam, że opis brzmi okropnie; to jak połączenie Steampunk, Joker w wersji gender swap, w kapeluszu Willy’ego Wonki… i fabuły jednej z tych tandetnych oper mydlanych, które moja mama lubi oglądać. Ale z drugiej strony, jestem dość przekonana, że większość science fiction jest trochę taka: jak inaczej można by stworzyć coś interesującego, jeśli nie przez mieszanie różnych, nieco interesujących rzeczy? Pomijając myśl, że może twórcy serialu za bardzo się starali, założenie jest jednak interesujące.

Myślę, że najbardziej w serialu podoba mi się występ Olivii Liv Moore (granej przez Rose McIver). Chociaż postacie są spójne, osobowość i zachowanie Liv zmieniają się drastycznie z odcinka na odcinek, co pokazuje talent McIver jako aktorki i utrzymuje widzów w ciekawości, co do kolejnej zmiany Liv w następnym odcinku. Jedną z moich ulubionych person jest ta z drugiego odcinka pierwszego sezonu, kiedy depresyjna Liv zamienia się w emocjonalną, seksualnie napędzaną malarkę. Zastanawiam się dlaczego. Podobała mi się także persona agorafobicznego, grającego w piwnicy maniaka (sezon 1, odcinek 6) oraz dominatrix (sezon 3, odcinek 5). Ale jakkolwiek różnorodne i interesujące mogą być persony Liv, zawsze wraca do swojej prawdziwej, niefortunnej kondycji: częściowo żywego trupa, zmuszonego do jedzenia ludzkiego mózgu, aby nie stać się zombie w stylu George’a Romero.

Czy widziałaś te filmy Tasty w mediach społecznościowych? Te, gdzie widzisz z góry, jak jakieś ręce gotują jakiś posiłek? Te są obecne praktycznie w każdym odcinku, z wyjątkiem tych, w których nie ma ochoty gotować. Z tym że zamiast wagu beef, gwiazdą programu jest ludzki mózg. Szczerze mówiąc, nadal jest to dość satysfakcjonujące do oglądania.

Mówiąc o dość satysfakcjonujących rzeczach, w serialu jest wiele ujęć półnagich mężczyzn i pięknych kształtów aktorek, podkreślających to, czego Liv (i my jako widzowie) nie możemy mieć. Co bardzo mi się podoba. Seks i miłość są tematami przewodnimi fabuły serialu, co jest dość zaskakujące, głównie dlatego, że zombie mogą potencjalnie przenosić wirusa na swoich ludzkich kochanków, ograniczając liczbę związków seksualnych i romantycznych, jakie nasza bohaterka może mieć. A kiedy Liv ma okazję uprawiać seks, scena jest na tyle prowokacyjna, że byłabym dość zawstydzona, gdyby moi rodzice weszli i usłyszeli i/lub zobaczyli to. Trzyma mnie to w napięciu, wiesz?

Rzeczywiste zagadki, które rozwiązują Liv i inni bohaterowie, są wystarczająco interesujące, podkreślone przez połączenie Liv z ofiarą poprzez dosłowne spożycie ich mózgu. Lubię kryminały, nie dlatego, że lubię zgadywać, kto to jest i mieć rację, ale z powodu procesu poznawania scenariusza i obserwowania, jak zachowują się podejrzani, jak reagują nasi bohaterowie i ich interakcji między sobą. Liv jest zadziorna i pewna siebie, dosłownie zyskując wgląd w życie ofiar morderstw poprzez ich wspomnienia, a Clyde, jej partner policjant, trzyma ją moralnie i mentalnie na ziemi. Ravi, szef Liv w kostnicy, jest również uroczy, brytyjski i uroczo nerdowski. Podoba mi się również główny obiekt miłosny Liv, Major, po prostu dlatego, że jest taki przystojny i radosny. Fajnie się to ogląda.

Serial jest dość zabawny i uroczy, ale również wpisuje się w gatunek sci-fi horroru, co oznacza, że mieści się w kategorii czarnego humoru. Osobiście uważam, że większość humoru jest z natury dość mroczna, po prostu dlatego, że jest zasadniczo przeznaczona do pomagania ludziom w radzeniu sobie z nieszczęściem, ale to już inna sprawa. Serial balansuje między postaciami robiącymi rzeczywiste żarty w formie komentarzy, a także humorem sytuacyjnym, związanym z okolicznościami ofiar i spotkaniami między różnymi postaciami z komicznymi rezultatami, z tematem śmierci subtelnie zawsze obecnym w tle.

Mogę powiedzieć, że serial jest stworzony przez geeków, dla geeków. iZombie początkowo było serią komiksową wydaną przez DC Vertigo, na której serial był luźno oparty, a co zabawne, Vertigo było wielokrotnie wspominane w całej serii, ale tym razem jako odniesienie do filmu Hitchcocka. iZombie odnosi się do cosplayu, Dungeons & Dragons, gier wideo, komiksów i wszelkiego rodzaju stereotypowo geekowskich rzeczy, co przemawia do mnie na jakimś niejasnym, aktywnym poziomie. W każdym razie, teraz poważnie rozważam zainwestowanie 50 dolarów w zakup drukowanej kopii omnibusu iZombie, po prostu dlatego, że jestem frajerką na punkcie zombie, dramedi i książek w druku.

divider