Subscribe to my mailing list!

W głąb króliczej nory

„Skacząc i bulgocząc między tym, co powinnam, a czego nie powinnam czytać, czasami spadając na dno, by potem się z niego wydostać...”

Wyrwałam się z wielu paradygmatów, które media głównego nurtu zdają się dziś forsować, a przynajmniej tak chciałabym myśleć. Mogłabym się określić jako konserwatystka, ale to umieściłoby mnie w szufladce typowo kojarzonej z establishmentem typu George W. Bush i Mitt Romney, a to po prostu nie byłoby trafne. Lubię termin prawicowa, ponieważ jest niejasny, a jednocześnie wystarczająco konkretny, by zasugerować, że nie jestem ani establishmentową Demokratką, ani przebudzoną lewicową, i to mi wystarcza. Myślę, że istnieje wiele bardziej zróżnicowanych grup z prawicowym nachyleniem niż pozornie jednolity polityczny konglomerat Lewicy. To problem z lewicową obsesją na punkcie kultury anulowania, jeśli mnie zapytasz. Jeśli istnieje możliwość, że zostaniesz anulowana, stracisz pracę i wszystkich przyjaciół, jeśli powiesz coś niewłaściwego, to po co w ogóle próbować? Po co mieć unikalne myśli?

Kultura młodzieżowa jest obecnie w dużej mierze progresywna, przynajmniej tak się wydaje. Bycie młodą osobą jest trudne, gdy oddzielamy się od rodziny i zaczynamy szukać gdzie indziej poczucia przynależności. Myślę, że niejasny kolektyw Woke Culture w dużej mierze wypełnia tę niszę, zapraszając każdego, kto zgodzi się zacząć forsować ideologię grupy, gdzie równość i sprawiedliwość są najważniejsze.

Seksualnie wyzwolona, dziwaczna grupa jest szczególnie pociągająca, gdy wkraczamy w świat samotnie z pragnieniem buntu. Jednak dla nich osobiste jest polityczne, więc nie możesz być tylko prowokacyjna: musisz być antyrasistką i feministką, stale czujną na mikroagresje. Przekonałam się o tym na własnej skórze, a w trakcie mojej podróży odkryłam również, że to nie dla mnie — choć przyznaję, że osobiste jest polityczne, jestem głęboko szczęśliwa, przestrzegając własnych zasad i realizując własne cele, niezależnie od konsekwencji i aprobaty moich rówieśników… To prawie jakbym była bardziej punkowa niż pozornie buntownicza i alternatywna młodzież.

Polska jest obecnie jednym z najbardziej konserwatywnych krajów w Europie. Powody i historia stojące za tym są długie i skomplikowane, więc ponieważ moi rodzice są polskimi imigrantami, technicznie rzecz biorąc, pochodzę z konserwatywnego środowiska. Jednak wychowana w Nowym Jorku, stałam się williamsburskim hipsterem przez całe liceum i początek studiów. Kto by nie chciał być modnym, liberalnym hipsterem? Ale potem zdałam sobie sprawę z niepewnej filozofii współczesnych liberałów i nagle nacisk moich rodziców na znaczenie małżeństwa i pobożności religijnej stał się rozsądny. Konserwatyzm ma w sobie coś pociągającego w kontroli i stabilności. Jest powód, dla którego rodzina wygląda tak, jak wygląda.

Lubiłam wchodzić na /pol/ tylko dla samej ostrości tego. Byłam wściekła po tym, jak zostałam anulowana w szkolnej gazecie, dobrze? Przyznam to. Ale stamtąd zostałam wprowadzona do wielu ideologii, celebrytów i teorii, które zaczęłam eksplorować na różnych platformach, w tym, ale nie tylko, filmie, audio i literaturze. Zawsze lubiłam kupować książki z drugiej ręki, ale znalazłam ironiczną przyjemność w zbieraniu książek, które wyobrażałam sobie, że niektórzy skrajnie lewicowi nie mieliby nic przeciwko spaleniu. Wtedy mogłabym porównać ich do nazistów, a nikt nigdy nie zaufałby nazistom, prawda?

Zaczęłam spędzać dużo czasu w głębinach Internetu, ponieważ sfery politycznie prawicowe, zwłaszcza te z rozsądną obecnością kobiet, były na uczelni rzadkością. To znaczy, w Internecie nie jest lepiej, ale przynajmniej w sieci mogę być cichym obserwatorem i po prostu chłonąć bez zmiany mojego spojrzenia z powodu tego, kim jestem lub jak wyglądam. Ludzie z pewnością oceniają książkę po okładce i zawsze pozwalają, by to kontrolowało ich reakcje, niezależnie od ich świadomego wyboru. Teraz mam stronę internetową, ale nie mam konta na Instagramie.

I tak wpadłam do króliczej nory, odbijając się i bulgocząc między rzeczami, które powinnam i nie powinnam czytać, czasami spadając na dno, a potem wyczołgując się z powrotem, zawsze ufając mojemu sceptycyzmowi, że bezpiecznie wyprowadzi mnie z ciemności. Przeczytałam mnóstwo książek i zainteresowałam się libertarianizmem (nie Libertarianizmem — rzeczywista partia jest, jeśli mnie zapytasz, trochę bałaganem; to jak Partia Anty-Partyjna), i chociaż wiem, że moje pomysły wciąż się zmieniają i ewoluują, i mogę kiedyś spojrzeć na to pisanie z wstydem, przynajmniej jest dobrze napisane i zawsze robię to, co mi się podoba. Mam nadzieję, że ty też.

divider