Czym jest miłość bez dotyku?
(Rozważania o Tinderze)
04 Apr 2020
Jesteśmy teraz w pandemii. Wydaje się, że wszyscy o tym wiedzą. Jestem w Queens, w Nowym Jorku, uwierzcie lub nie — to dla tych z Manhattanu, którzy uwielbiają mi mówić, że Queens to nie Nowy Jork. Miasto zbliża się do 1,400 zgonów z powodu wirusa, z prawie 48,000 przypadków ogółem. Moi rodzice nie za bardzo pozwalają mi wychodzić z domu, i w sumie mi to pasuje. Wiem, że inaczej nie byłabym zbyt dobra w zachowywaniu dystansu społecznego.
Wszyscy moi znajomi wiedzą, że fascynuje mnie Tinder. To szczególnie dziwne teraz, bo wszyscy wiemy, że nie powinniśmy się spotykać, ale ze wszystkich możliwych aplikacji randkowych, najwyraźniej Tinder jest najpopularniejszą w tej chwili. Myślałam, że Tinder to aplikacja do przygód na jedną noc, nie? Najwyraźniej nie. Chyba wszyscy po prostu pragniemy jakiegoś rodzaju połączenia: i choć istnieją aplikacje takie jak Bumble i Hinge, wydaje się, że nie mają one takiego miejsca w naszym obecnym zeitgeist jak ich konkurent. Wygląda na to, że do puli użytkowników Tindera dołączyło kilka nowych typów ludzi: ci, którzy zazwyczaj szukaliby przygody na jedną noc w barze lub klubie, ale nie mogą z powodu zamknięć, oraz ci, którzy szczerze szukają jakiegoś podobieństwa do ludzkiego kontaktu z romantycznym podtekstem, po prostu z powodu samotności wynikającej z izolacji społecznej. Nie jestem pewna, dlaczego Tinder jest dla tych ludzi miejscem docelowym, ale przypuszczam, że ogromna liczba ludzi na aplikacji jest intrygująca. Co ciekawe, po trzech tygodniach korzystania z aplikacji podczas panowania COVID-19 w Stanach Zjednoczonych kultura przygód na jedną noc wciąż wydaje się istnieć… tylko, inaczej, jakoś.
Myślę, że teraz chodzi o sexting: to naprawdę zabawne. Piszmy sobie sprośne rzeczy, rozmawiajmy niegrzecznie i włączmy kamerki, a potem może uda nam się uzyskać jakiś rodzaj podobieństwa do ludzkiego połączenia, bo oboje wiemy, że prawdopodobnie nie poddamy się fizycznemu, realnemu seksowi przez jakiś czas. W końcu wszystkie bary i kluby są zamknięte. Gdzie byś nawet kogoś znalazła? Times Square wygląda na całkowicie opustoszałe. Zastanawiam się, czy jasne światła i reklamy nadal są włączone. Wiem na pewno, że Empire State Building szaleje z czerwonymi i białymi światłami.
Czasami się temu poddaję. Lubię sprawiać, żeby moi faceci skakali przez obręcze, tak jak w prawdziwym życiu: lubię facetów, którzy uważają, że jestem warta wysiłku tego małego metaforycznego tańca, który obejmuje małe rozmowy i flirtowanie, tylko po to, żeby sprawdzić chemię, zanim poddamy się prymitywnemu, seksualnemu pragnieniu, które drzemało w ukrytych przekazach zachodzących w zabawnej flircie. Jak typowa przygoda na jedną noc, nawet jeśli uda ci się to powtórzyć więcej niż raz, w końcu się nudzisz, chyba że masz szczęście i jest tam pozornie prawdziwe połączenie, które może sprawić, że potrwa to trochę dłużej. Nawet wtedy, jak długo możesz to utrzymać? Do końca kwarantanny? Moja uwaga nie była na to stworzona. Ani mój temperament, ani cierpliwość.
Wszyscy znamy te głupie gry tekstowe: jak długo mam czekać, żeby odpowiedzieć? Napisał dwa słowa… Nie chcę wydawać się zdesperowana… Czy też napisać dwa w odpowiedzi? Ona wrzuciła coś na swoją relację, ale nie odpisała mi. Nie obchodzi jej to. Nawet nie potrafi poprawnie przeliterować mojego imienia? Cholera. Czasami (albo często), te połączenia, które nawiązujemy w sieci, wydają się tak oparte na tych małych grach tekstowych. Myślę, że cała interakcja społeczna opiera się na małych grach, zdobywaniu wzajemnego zaufania, ale te tekstowe mnie nudzą. Przynajmniej osobiście mam przyjemność fizyczności, która sprawia, że warto się starać, nawet jeśli ich nie lubię. Nie lubię marnować czasu z nudnymi, nieprzyjemnymi ludźmi, zwłaszcza jeśli nawet nie mam przyjemności patrzenia na ładne ciało. Nawet jeśli nie obchodzi mnie, co mówią, lubię patrzeć na ładne rzeczy. Kto nie lubi?
Dzień po dniu rozmawiam z różnymi ludźmi w sieci, a niektórzy wydają się bardziej chwilowi niż inni, w zależności od tego, jak się czuję. Czasami lubię niektórych ludzi bardziej niż innych. To dziwne widzieć, jak to się zmienia, jak dzikie jest to, jak bardzo moje uczucia do osoby mogą się zmienić w tak krótkim czasie, nawet jeśli nigdy wcześniej nie spotkałam ich osobiście. Z kim wyjdziemy po drugiej stronie tunelu? Słyszałam, że dystans społeczny będzie przedłużony jako polityka, nawet po zakończeniu kwarantanny… czy to tekstowe bzdury są przyszłością randkowania? Do diabła z tym. Kup sobie roślinę.
(Dla moich przyjaciół i czytelników, którzy nie mają okazji doświadczyć Tindera w gęsto zaludnionych miejscach, chciałabym tylko poinformować, że Tinder udostępnił Tinder Passport za darmo, więc teraz możesz przeglądać w dowolnym miejscu na całym świecie, po prostu zmieniając swoją lokalizację w aplikacji! Sprawdź to, człowieku. Całkiem fajna sprawa. Próbuję podszlifować mój francuski. 😉)
