Subscribe to my mailing list!

Wpis do Dziennika: Zagubiona w Labiryncie, Goniąc za Pięknem

O bogactwie, dorastaniu i odnajdywaniu własnej drogi

Dziś odwiedziłam wiejski dom mojego bogatego wujka. Jest ogromny—na tyle duży i wystawny, że aż opadła mi szczęka. Można by powiedzieć, że jestem zazdrosna, ale w pewien sposób mnie to motywuje. Zastanawiam się, co musiałabym zrobić, aby zdobyć taki dom.

Zapytałam ciocię, w jakim kierunku powinnam pójść na studia. Nie jestem pewna, czy mnie zrozumiała, ale powiedziała, że powinnam wyjść za mąż za bogatego mężczyznę. Zaśmiałam się.

Moja ciocia wyszła za mojego wujka, zanim zarobił swoje miliony, ale opowiadając mi historię, jak się poznali, wspomniała, że wiedziała, iż będzie kimś, kto zarobi dużo pieniędzy. Powiedziała, że potrafił dobrze rozmawiać z ludźmi i nawiązywać kontakty.

Mój tata powiedział—oczywiście później—że w rzeczywistości mój wujek nie dbał o nikogo oprócz siebie. Opowiadał, jak moja mama wysyłała wujkowi pieniądze, gdy był w wojsku, o wszystkich dobrych rzeczach, które dla niego robiła. Tata podkreślał, że wujek zdawał się o nas zapominać, gdy potrzebowaliśmy pomocy.

Więc teraz nie wiem. Chciałabym żyć w dostatku, ale jeśli musiałabym poślubić okrutną i nieczułą osobę, to chyba bym nie chciała. Bogactwo jest w końcu tak względne. Porównywanie się do innych to sposób, w jaki oceniamy, kto jest bogaty, a kto biedny. Jeśli po prostu przestanę się porównywać, to okropne uczucie prawdopodobnie w końcu zniknie. Chciałabym być zadowolona z mojej sytuacji. (To znaczy, ogólnie jestem. To tylko takie momenty sprawiają, że czuję się niepewnie.)

Zastanawiam się, czy ich dzieci zdają sobie sprawę, jakie mają szczęście. Dostają wszystko, czego chcą. To zdumiewające.

Za każdym razem, gdy zaczynam się tak czuć, przypominam sobie, że znam angielski i mam większe doświadczenie kulturowe. Życie w Nowym Jorku wystawiło mnie na tyle rzeczy i ludzi, i to jest piękne. Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby to było coś, co można kupić za pieniądze.

Tęsknię za Nowym Jorkiem. Chciałabym teraz spacerować po Greenpoint, uśmiechać się i rozmawiać z kimś o czymś interesującym, czymś pięknym.

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że szybko oceniam, czy coś jest piękne. To dlatego, że piękno jest wszędzie. Moi krewni śmieją się ze mnie, gdy nazywam opuszczony dom „pięknym”, ale to dlatego, że taki jest. Ten dom, stojący nieruchomo, czekający na kogoś, kto wróci i coś z nim zrobi—to samo w sobie jest piękne.

Ludzie są zbyt negatywni. Zaczęłam bardziej zwracać uwagę na to, jacy są ludzie i co mówią, i to na mnie wpływa—smutny wpływ, szczerze mówiąc. Chciałabym być znów mała i utknąć w swoim własnym świecie. Nie byłam szczęśliwa, ale przynajmniej nie byłam smutna.

Chyba dorastam. Chciałabym, żeby to nie była prawda. Chciałabym móc zostać w domu i czytać cały dzień, nie rozmawiać z nikim. Robiłam to przez jedenaście lat. Dlaczego nie teraz?

Myślę, że zapiszę się na kurs programowania, kodowania lub sztuki w przyszłe lato. Potrzebuję czegoś, co mnie zajmie. W przeciwnym razie zaczynam dryfować jak balon zmierzający w stronę burzowych chmur. Bądźmy szczerzy—generalnie jestem po prostu balonem unoszącym się w powietrzu. Łatwo mnie przebić i zawsze jestem nad ziemią.

Jestem zagubiona w labiryncie, ale jestem szczęśliwa. Przynajmniej staram się być szczęśliwa. Niewiele mogę zrobić poza tym, żeby iść dalej, szukając wyjścia. Nawet gdy błądzę, pozostaje myśl, że mogę nigdy nie uciec. To mnie przeraża, ale staram się zachować uśmiech.

Za ścianami labiryntu jest szeroka, otwarta przestrzeń. Jest biała, pusta, pełna możliwości. Czeka, aż przybędę i stworzę coś w tej przestrzeni. Ale boję się, że nigdy tam nie dotrę.

Muszę to osiągnąć. Nie mogę być tylko tą unoszącą się istotą, która nigdy nie potrafi stworzyć czegoś pięknego.

divider